Bartek Liszkowski · GoIDEA

Byłem dokładnie w tym fotelu, w którym Ty teraz jesteś.

Nazywam się Bartek Liszkowski. Przez 30 lat budowałem i prowadziłem firmy IT oraz automotive w Polsce - od kilku do stu osób. Dziś pracuję sam, jako konsultant-developer dla firm, które mają podobne problemy, jakie sam kiedyś rozwiązywałem od strony zarządu.

Wiem, jak wygląda piątkowy wieczór, kiedy zlecenie utknęło między biurem a halą, a w poniedziałek przyjeżdża audyt. Wiem, jak wygląda hala, której mistrz zmiany nie rozumie, czemu system pyta go o coś, czego nigdy nie potrzebował. I wiem, jak wygląda zarząd, który właśnie kupił duży system ERP i odkrył, że pracownicy nie chcą go używać.

Dlatego dziś buduję rozwiązania, jakie kiedyś zbudowałbym sobie.

Mój profil LinkedIn →

Bartek Liszkowski, GoIDEA
Czego nie znajdziesz w umowie

Kilka historii z życia wziętych.

Umawiamy się na rozmowę o oprogramowaniu i przez pierwszy kwadrans faktycznie jestem developerem: bazy, procesy, ekrany. A potem, gdzieś między jednym pytaniem a drugim, wychodzi trzydzieści lat prowadzenia własnych firm - kontrakty na miliony, wzloty i historie, których drugi raz przeżywać bym nie chciał, a które nauczyły mnie więcej niż niejeden dyplom. Opowiadam je dziś z uśmiechem, bo z perspektywy czasu większość z nich jest po prostu zabawna. Klient robi wtedy wielkie oczy, bo drugiego takiego doradcy-programisty trudno spotkać na rynku. I tu zaczyna się taniec: kod jest obowiązkowym elementem programu, ale prawdziwa wartość rodzi się tam, gdzie nikt się jej nie spodziewał. Poniżej sześć takich doświadczeń - sprawdź, w którym zobaczysz siebie.

01

Walczysz ceną

Klient pyta tylko „ile to kosztuje"? Gratulacje - właśnie odkryłeś, że wiesz o nim stanowczo za mało.

Czytaj więcej

Wychowałem się na sprzedaży rzeczy drogich - takich, przy których cena potrafi mieć sześć zer. Przez pierwsze lata byłem święcie przekonany, że wygrywa ten, kto utnie parę groszy. Aż trafiłem na klienta, który przez godzinę rwał włosy z głowy i krzyczał, że jestem stanowczo za drogi i że go na mnie nie stać. A gdy tylko zszedłem z ceny na wartość, którą naprawdę chciał uzyskać, w jednej sekundzie zmienił ton: uspokoił się, zaczął się śmiać i zaprosił mnie na kolację, na której - już na luzie - dobiliśmy targu. Zrobił to z taką łatwością, że jeszcze długo chodziłem w szoku. Wtedy zapaliła mi się lampka: o cenie rozmawia się na końcu, kiedy wiadomo już wszystko inne, a argumentów pozacenowych jest tyle, że klientowi trudno sterować rozmową - bo wie, że rozumiem, co jest dla niego naprawdę ważne, że to dostaje i że sam cenię swoją wartość. Bo - jak brzmi moje motto - nikt nie będzie Cię cenił bardziej, niż Ty sam się cenisz. Dlatego dziś, zanim ktokolwiek wyciągnie kalkulator, ja wyciągam notes: chcę wiedzieć, co spędza mu sen z powiek, kto siedzi w jego zespole i czym ten zespół żyje. Ludzie kupują tam, gdzie czują się zaopiekowani; „dwa złote" różnicy schodzą wtedy na dalszy plan. A kiedy handlowiec mówi mi dziś o „wojnie cenowej", uśmiecham się pod nosem i pytam: co poza ceną wiesz o swoim kliencie? Zwykle zapada cisza.

02

Jeden duży klient - albo, co gorsza, dostawca

Masz jednego głównego dostawcę albo odbiorcę? Usiądź wygodnie - opowiem, jak to się zwykle kończy.

Czytaj więcej

Zbudowałem kiedyś ładny biznes oparty na współpracy z jedną wielką korporacją. Na początku był to romans jak z filmu: obu stronom zależało, telefony odbierane po pierwszym sygnale, warunki jak marzenie. Ale partner miał inne plany: chciał zbudować dużą sieć sprzedaży, a moja firma miała być tylko małym trybikiem wielkiej korporacyjnej maszyny. Im więcej było w tej sieci partnerów, tym gorsze stawały się warunki współpracy i wyższe wymagania. Dopiero na studiach MBA odkryłem, że droga, którą poszła ta korporacja, to jasno opisany w literaturze, rozłożony na etapy proces budowania sieci sprzedaży. Gdybym wiedział o tym wcześniej, przewidziałbym, co za chwilę nastąpi. Dziś, gdy tylko zaglądam do firmy klienta i widzę, że jeden-dwóch odbiorców albo dostawców trzyma go za gardło, zapala mi się czerwona lampa wielkości reflektora. Mówię o tym wprost, nawet jeśli to niewygodne, a potem siadamy i rozkładamy biznes na więcej nóg - tak, żeby żaden pojedynczy telefon „kończymy współpracę" nie był w stanie położyć całej firmy.

03

Ogłosiłeś zmianę i zespół się zbuntował

Dobry pomysł potrafi umrzeć dokładnie w tej sekundzie, w której go ogłaszasz.

Czytaj więcej

Miałem genialny plan i - jak to ja - od razu się nim pochwaliłem. Powiedziałem głośno, na czym mi zależy, zanim cokolwiek przygotowałem. Efekt? Zespół poczuł, że grunt pali mu się pod nogami, konkurencja w tydzień podkupiła moich najlepszych ludzi, a ja straciłem cały dział z dnia na dzień. Najzabawniejsze w tej niezabawnej historii jest to, że jedynym winowajcą byłem ja sam ze swoim niewyparzonym językiem. Nauczyło mnie to rzeczy prostej i bezcennej: kolejność bywa ważniejsza niż sam pomysł - czasem trzeba najpierw po cichu poukładać proces i procedury, a dopiero potem wyjść z tym do ludzi. Dziś, kiedy prezes rzuca mimochodem „a to już zakomunikowałem zespołowi", potrafię w pół zdania wyczuć, że właśnie odpalił minę. Wtedy pomagam poprowadzić zmianę tak, żeby ludzie ją podchwycili i ponieśli dalej, zamiast torpedować.

04

Inwestujesz w coś, czego rynek jeszcze nie chce

Najlepszy pomysł nie przeżyje pierwszego spotkania z klientem. Wiem, bo sprawdziłem - wyrzucając w błoto kilka milionów.

Czytaj więcej

Byłem pewien, że trzymam w rękach przyszłość: produkt tak genialny, że rynek po prostu MUSI go pokochać. Rynek popatrzył, wzruszył ramionami i poszedł dalej - a pieniądze skończyły się grubo wcześniej niż mój zapał. Powtórzyłem ten numer więcej niż raz, bo entuzjazm to narkotyk, na który wciąż nie wynaleziono antidotum. Dlatego dziś, zanim wydasz pierwszą złotówkę na budowę, przechodzimy razem przez trzy nieprzyjemnie proste pytania: czy rynek naprawdę ma ten problem, czy on boli bardziej niż koszt rozwiązania i czy takich klientów jest wystarczająco wielu. Kiedy brakuje twardych dowodów, cofamy się o krok, zamiast z fasonem podpalać budżet. I żebyś nie pomyślał, że sobie teoretyzuję: tę stronę, którą właśnie czytasz, potraktowałem jak nowy produkt - pokazałem ją najpierw rodzinie, potem znajomym, potem klientom, zebrałem baty i sporo w niej przemeblowałem.

05

„Poczekam, może samo się ułoży"

„Jeszcze nie teraz" to najdroższa decyzja, jakiej w życiu nie podejmiesz, a zaniechanie to największy grzech zarządzania.

Czytaj więcej

Znam ten głos w głowie doskonale, bo słuchałem go latami: nie ruszę procesu sprzedaży, może sam ruszy; dam temu handlowcowi jeszcze jeden kwartał, w końcu się rozkręci; zainwestuję teraz bez grosza zysku we współpracę z klientem, „bo to inwestycja w przyszłość" - klasyk gatunku. W dziewięciu przypadkach na dziesięć nie była to cierpliwość, tylko zwykłe odkładanie na później w eleganckim przebraniu. Najzabawniejsze jest to, że zaniechanie nie boli od razu - sączy się po cichu, aż pewnego dnia orientujesz się, że „później" zjadło pół firmy. Dziś siadam z klientem, nazywam odkładane decyzje po imieniu, a potem liczymy na chłodno, ile realnie kosztuje każdy miesiąc czekania. Bywa, że ta jedna liczba działa lepiej niż najlepsza mowa motywacyjna.

06

Jesteś prezesem i nie masz z kim tego przegadać

Na samej górze bywa piekielnie samotno - i nie każdą myśl da się rzucić zespołowi.

Czytaj więcej

W małej firmie właściciel jest jednocześnie szefem sprzedaży, finansów, kadr, IT oraz psychologiem od trudnych poniedziałków - a najcięższe decyzje i tak dźwiga sam, bo nie ma ich z kim skonsultować. Przerabiałem tę samotność przez trzydzieści lat i wiem, jak łatwo w niej podjąć ruch, który z boku aż krzyczy „nie rób tego". I tu zaczyna się mój ulubiony moment: przychodzę jako developer od oprogramowania, a po kwadransie okazuje się, że siedzi przed Tobą ktoś, kto sam prowadził firmy, tracił je, odbudowywał i ma w rękawie zapas historii na prawie każdą sytuację. Kod jest obowiązkowym elementem programu, ale prawdziwa wartość rodzi się wtedy, gdy siadam obok Ciebie i pomagam przemyśleć ruch, zanim go wykonasz. Najlepsze wpadki to w końcu te, z których za rok śmiejemy się razem - najchętniej takie, które dzięki jednej rozmowie ominąłeś eleganckim łukiem.

Co mnie napędza

Zmieniam światy - po jednym na raz.

Nigdy nie kręciło mnie samo bycie prezesem. Kręciło mnie budowanie czegoś od zera i zmienianie tego, jak rzeczy działają. Zawsze powtarzałem, że chcę zmieniać świat - a jak nie cały świat, to choćby świat jednej firmy albo jednego człowieka.

Dziś każdy klient jest dla mnie takim nowym światem. Wchodzę w niego, rozkręcam, optymalizuję - i już samo to potrafi nie dać mi spać z emocji, które we mnie kipią, bo trudno przestać myśleć o czymś, co właśnie zaczyna działać lepiej. Stąd nazwa marki: go-idea. Masz ideę? Zróbmy tak, żeby wystartowała.

Najbardziej rozpędzam się przy ludziach, którzy mają wizję wykraczającą poza standard i lubią odkrywać nieznane lądy. Wtedy - jak powiedziałem niedawno jednemu klientowi - samolot mojej kreatywności nie kołuje już po pasie; uruchomił procedurę startu i właśnie się rozpędza. Za chwilę jesteśmy w chmurach, a zaraz potem w kosmosie - bo dla dobrych pomysłów „sky is the limit".

Wykształcenie

Moja ścieżka edukacji.

  • Executive MBA - Szkoła Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu we współpracy z Nottingham Trent University.
  • Magister inżynier - Politechnika Poznańska, Wydział Automatyki i Robotyki.
  • FileMaker Certified Developer - certyfikacja Claris.
  • Strategyzer - Mastering Business Models, Mastering Value Propositions.
  • Prince2 - zarządzanie projektami.
  • Liczne szkolenia z zarządzania biznesem, produktowe i sprzedażowe Xerox w Polsce i zagranicą.
Poza pracą

Co cenię poza pracą.

Żeglarstwo.

Mam patent jachtowy. Wraz z przyjaciółmi wygrałem regaty BlueCup w Grecji - pierwsze miejsce na międzynarodowych 50 załóg. Przepłynąłem Atlantyk małym jachtem żaglowym z Wysp Kanaryjskich na Karaiby. Atlantyk uczy, że jak zaczynasz, to kończysz, innej drogi nie ma. Ponadto bezkres morza w nocy uświadamia, że nasze ziemskie problemy są niewielkie w stosunku do skali świata i wszystko da się rozwiązać.

Motocykle.

Certyfikat eksperta jazdy drogowej - kurs Alpen Masters w Austrii, Włoszech i Szwajcarii. To są decyzje robione w setnych sekundy, w warunkach, których nie do końca kontrolujesz. Dobry trening na rozmowy z klientami, gdy coś idzie inaczej, niż było zaplanowane.

Fotografia.

Fotografia to moja szkoła detalu. W kadrze liczy się to samo, co w dobrym systemie: prostota, czystość i porządek - nic zbędnego, wszystko na swoim miejscu. Ten sam perfekcjonizm, z jakim buduję kadr fotografii, przenoszę na interfejsy, które buduję, i na sposób, w jaki się komunikuję. Zobacz sam - liszkowski.com.

Pierwszy krok

Zarezerwuj 30 minut albo napisz wiadomość

Pierwsza rozmowa to dla mnie spokojne rozpoznanie. Sprawdzam, czy w ogóle mogę pomóc. Bez slajdów, bez ponaglania handlowego. Jeśli widzę, że nie pasujemy - mówię od razu.

Umów 30 minut

Wybierasz termin w kalendarzu - spotykamy się na Zoomie.

Otwórz kalendarz

Wolisz napisać?

Opisz krótko, czego potrzebujesz - odpisuję w jednym dniu roboczym. Często szybciej.

Telefon +48 601 789 966 - można dzwonić, też odbieram osobiście.