Dlaczego pierwszą aplikację zbudowałem dla siebie
Najlepsze oprogramowanie powstaje z własnego bólu. Wiem, bo pierwszy poważny system napisałem, żeby uratować własną firmę.
3 czerwca 2026 · Bartek Liszkowski
Programiści, których zatrudniałem, mieli komplet zleceń od klientów. Kiedy potrzebowałem narzędzia, które pomogłoby mi znów zapanować nad tym, co dzieje się w firmie, nie miałem kogo wysłać do jego budowy. Napisałem je więc sam.
Powierzchownie był to wybór z konieczności. Głębiej - była to najlepsza rzecz, jaka mogła mi się przydarzyć jako przyszłemu developerowi. Bo nauczyła mnie czegoś, czego nie da się nauczyć z żadnej strony wymagań.
Byłem jednocześnie klientem i wykonawcą
Kiedy budujesz oprogramowanie dla siebie, pętla informacji zwrotnej jest natychmiastowa i bezlitosna. Każda zła decyzja projektowa uderzała we mnie następnego ranka, przy moim własnym biurku. Zbudowałem ekran niewygodnie - traciłem na nim swój czas. Pominąłem pole, które okazywało się ważne - sam odczuwałem brak. Nie było „klienta”, który zgłosi uwagę za dwa tygodnie na spotkaniu statusowym. Klientem byłem ja, a spotkanie statusowe odbywało się co rano w mojej głowie.
Ten system miał cztery funkcje i każda z nich odpowiadała na konkretny ból, który znałem od środka: wiedzieć, na czym handlowcy realnie pracują; przewidzieć, kiedy maszyna u klienta zacznie sprawiać kłopoty; zmierzyć, czy nasze maile w ogóle ktoś otwiera; utrzymać budżety i harmonogramy w ryzach. Nie było tam ani jednej funkcji „na wszelki wypadek”, bo nikt nie płacił mi za dokładanie funkcji. Płaciłem sobie sam - czasem, którego szkoda.
Oprogramowanie napisane przez kogoś, kto go używa, jest inne
Program zbudowany przez człowieka, który sam na nim pracuje, ma inną gęstość. Nie ma w nim funkcji dołożonych, żeby ładniej wyglądać w ofercie. Nie ma dwustu ustawień, z których korzysta się z pięciu. Jest odpowiedzią na realny proces, sprawdzoną w boju przez tego, kto ten proces zna od podszewki.
To jest różnica, którą właściciele firm wyczuwają natychmiast, nawet jeśli nie umieją jej nazwać. Między oprogramowaniem, które ktoś dopasował do Ciebie po dwóch rozmowach, a takim, które powstało z rozumienia Twojego bólu od środka.
Dlaczego to zmieniło sposób, w jaki dziś pracuję
Mam dziś za sobą kilkanaście lat budowania systemów dla innych firm. Ale wciąż zaczynam każdy projekt tak samo: siadam po stronie właściciela i próbuję poczuć jego proces tak, jakby był mój. Zanim cokolwiek zaproponuję, chcę zrozumieć, co go boli rano przy biurku - bo tamtego bólu z 2008 roku nie zapomniałem.
Buduję dla klientów tak, jak budowałem dla siebie: dokładnie tyle, ile potrzeba, z kodem i danymi, które zostają u nich. Najwięksi z nich są ze mną nieprzerwanie od wielu lat i wszyscy zaczynali od jednego problemu operacyjnego, który realnie ich uwierał.
Co z tego wynika dla Ciebie
Jeśli szukasz kogoś, kto zbuduje Ci system, zwróć uwagę na jedną rzecz. Czy ta osoba pyta o Twój proces, zanim zacznie mówić o rozwiązaniu. Czy chce zrozumieć, co boli, zanim naszkicuje ekran. Dobry system zaczyna się od kogoś, kto naprawdę rozumie, co próbujesz osiągnąć, i potrafi to poczuć jak własny problem.
Ja swój pierwszy system zbudowałem, żeby ratować własną firmę. Od tamtej pory buduję cudze z tą samą uwagą. Jeśli chcesz, opowiedz mi o swoim procesie przez trzydzieści minut - zacznę od tego, żeby go zrozumieć.
Zarezerwuj 30 minut albo napisz wiadomość.
Pierwsza rozmowa to dla mnie spokojne rozpoznanie. Sprawdzam, czy w ogóle mogę pomóc. Bez slajdów, bez ponaglania handlowego. Jeśli widzę, że nie pasujemy - mówię od razu.
Wolisz napisać?
Opisz krótko, czego potrzebujesz - odpisuję w jednym dniu roboczym. Często szybciej.
Telefon +48 601 789 966 - można dzwonić, też odbieram osobiście.